OSTRZEŻENIE!

Wszystkie sytuacje zawarte w zakładce ExtraGuns. nie mają żadnych powiązań z opowiadaniem głównym. Bez obaw. :)

wtorek, 30 października 2012

R. 1

ROZDZIAŁ 1

Wstałam o 8 ( nie wiem, co mi na łeb padło, że w sobotni poranek wypełzłam z łóżka tak wcześnie!) ubrałam się i wraz ze Slash’em, który o dziwo, stał przed moimi drzwiami z mąką i jajkami już po 7 ( ! ) (Ten to spać chyba nie może) zabrałam się za robienie ciastek na niedzielną imprezę. Wyjęłam z szafki pudełko z foremkami, swoją drogą, to niezły mamy tam bałagan. Slash zaczął namiętnie grzebać w pudełku, nagle krzyknął
- A gdzie gitara?!
- Co takiego? – zapytałam mało obecnym głosem przeglądając przepisy.
-No gitara!
-Ale jaka gitara?!
-No foremka! Ja chcę gitarowe ciasteczka !! – wrzasnął Saul, a ostatnie zdanie brzmiało naprawdę słodko.
-Aa.. to nie mogłeś tak od razu? W łazience jest – powiedziałam uśmiechając się do niego.
-W łazience? Ale..
-Nawet nie pytaj, nie wiem kto to tam zaniósł. – powiedziałam z udawaną powagą.
Gitarzysta wzruszył ramionami i mrucząc coś pod nosem poczłapał do łazienki. Usłyszałam tylko, że coś spadło i Slash’owe „Kuurwaa!!! Co jest?!” Chłopak z łazienki wyszedł na czworaka, trzymając w prawej ręce bliżej nieokreślony przedmiot, który spadł mu na nogę – Czyje to?!
- Bo ja wiem.. wiem! Chyba Stevena, widziałam to ostatnio u niego w pokoju. – Slash nie zawracał już sobie głowy „znalezionym” przedmiotem, założył fartuch, czapkę kucharską i zaczął rozbijać jajka. –To ile tych jajek? – zapytał
- A z jakiego przepisu robimy?
-Dawaj pierwszy lepszy, chłopaki i tak zjedzą – z szatańskim uśmieszkiem spojrzał za okno.
- To robimy z tego.. – podałam kartkę Hudsonowi. – To ile tych jajek? – znowu zapytał gitarzysta.
-No przecież dałam Ci przepis. – odpowiedziałam z lekkim zirytowaniem
-Ale ja nie mogę tego rozczytać, strasznie bazgrzesz!
- Ale to nie ja. To przepis McKagana.
-Duff’a?! Pojebało Cię?! Chcesz MNIE otruć?!
-Nie. Dlaczego? Tydzień temu jadłeś te ciastka i jakoś żyjesz.. nawet Ci smakowały
-Taa.. to po tych ciastkach miałem gorączkę!
-Z tego co pamiętam, to nażarłeś się surowych ziemniaków i popiłeś Danielsem..
-Dobra, nieważne. Róbmy już te ciastka – z lekkim zakłopotaniem a zarazem rozbawieniem w głosie rzucił Slash. Z zapałem zabraliśmy się do roboty, myśląc od czasu do czasu nad nazwą nowej płyty chłopaków. Wstawiliśmy blaszkę z pierwszymi ciastkami do piekarnika.
-A czym je ozdobimy?- zapytał Saul
-Nie wiem, może lukrem, albo czekoladą…
-O taak! –Z entuzjazmem wykrzyknął Slash. Chciał chyba nawet podskoczyć, ale jebnął ręką o blat stołu.
- No kto był taki mądry i postawił tu ten stół?! – wrzasnął poszkodowany.
- Jak to kto? Przecież sam go tu postawiłeś, a poza tym, to kto miał wiedzieć, że jakiś jebnięty gitarzysta będzie skakał po kuchni jak kangur? – odpowiedziałam powstrzymując śmiech.
-Chciałaś powiedzieć, że jestem jebniętym kangurem, tak? – powiedział z niezwykłą (jak na Slasha) powagą . – Nie, chciałam powiedzieć, że jesteś jebniętym gitarzystą, który skacze jak kangur, Hudson, nie zrozumiałeś mnie? Chyba coś jest nie tak z Twoją głową, jesteś pewny, że to coś spadło Ci na nogę? – powiedziałam z szerokim uśmiechem. Slash rzucił we mnie mąką, chyba się wkurzył. 
Nie pozostałam mu dłużna i obsypałam go garścią mąki. Chłopak śmiejąc się usiadł (a raczej padł) na podłodze przy stole i poprosił o podanie mu foremek, jakiejś większej deski, odrobiny mąki ( znaczy.. jak On to powiedział „odrobinę zajebistego białego proszku”) i wałka. Zajął się robieniem kolejnych ciastek, ja zrobiłam to samo. Po kilkunastu minutach po schodach zszedł Duff. Wszedł do kuchni, stanął prawie w drzwiach i spoglądając na Saula z uśmiechem zapytał – Co robicie? – wyglądał, jakby dopiero wstał i taka była prawda, jego włosy stanowiły artystyczny, a raczej McKaganowy nieład.. ale i tak wyglądał uroczo. 
-Ciiaaastkaa! – z niezwykłym entuzjazmem i uśmiechem od ucha do ucha wykrzyknął Slash siedzący na podłodze cały w mące i z czapką kucharską na głowie.
-Ciastka?! To ja pomogę ! – krzyknął basista i z szaleńczym uśmiechem usiadł na podłodze obok Hudsona. Z głębokim oddechem pokręciłam głową i podeszłam do piekarnika zobaczyć, co z ciastkami, były już prawie gotowe. Co chwilę słychać było głośne wybuchy śmiechu McKagana i Hudsona. Nie do końca wiedziałam z czego się ci idioci śmieją, ale jakoś się tym nie przejmowałam, byłam zajęta intensywnym rozmyślaniem czym przyozdobimy wypieki. Znalazłam jakiś lukier i czekoladę, w sumie to byłam z tego zadowolona, chociaż wiedziałam, że nie starczy tego na wszystkie ciastka. 15 minut później usłyszałam gitarę naszego rytmicznego, w kółko grał refren „Paradise City” . Po ok. 20 minutach Izzy przestał grać i zszedł na dół, zeskoczył z 3-ech ostatnich schodków, potykając się o moje buty. Wchodząc do kuchni spojrzał kątem oka na chłopaków bawiących się jak małe dzieci . Nalał sobie mleka i z rozbawieniem zapytał –Dash, co te pedały robią? – Ej, tylko nie pedały pedale! – oburzyli się gitarzyści obdarzając Stradlina wzrokiem, który mógłby nawet zabić. Chłopak tylko się uśmiechnął. Wyniuchał nasze ciastka, szybko do nich doskoczył i już miał jedno ugryźć… nagle Slash podniósł się, doskoczył do Izziego i walnął go po ręce krzycząc – Gdzie pchasz te łapy!- przez co rytmicznemu wypadło ciastko, które Hudson z nieprawdopodobną gracją złapał i odłożył na miejsce kręcąc głową i mówiąc – Nawet nie próbuj Stradlin.