ROZDZIAŁ 40
Siedziałem w salonie grając na fortepianie. Ktoś zszedł z góry, było ciemno, ale wiedziałem, że to któraś z dziewczyn.
- Co grasz? - Dash oparła się o fortepian
- November Rain..
- Co? Nie znam tego..
- Bo to dopiero powstaje..
- Zagrasz jeszcze raz? - uśmiechnęła się
- Jasne.. tylko wiesz, ja to muszę jeszcze dopracować, trochę pozmieniać, dokończyć..
- Spoko.. - zacząłem grać i śpiewać cicho When I look into your eyes I can see a love restrained, but darling when I hold you don’t you know I feel the same. Cause nothin’ lasts forever and we
both know hearts can change and it’s hard to hold a candle in the cold November rain.. - to wszystko, więcej nie mam
- Ciekawie się zaczyna. Czyżby Pan pisał balladę, Panie Rose?
- Chyba tak panienko McRivery - uśmiechnąłem się. Przez chwilę patrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi, niebieskimi oczami
- Nauczysz mnie?
- Grać November rain? Jasne, siadaj - przesunąłem się trochę, usiadła obok, objąłem ją jedną ręką, by ująć jej dłonie swoimi, mimowolnie przysunęła się do mnie. Powoli uderzałem jej palcami
o klawisze. Patrzyłem na jej skupioną twarz - Świetnie, a teraz spróbuj sama - spojrzała na mnie niepewnie - Dasz radę, dobrze Ci szło
- Dobrze mi szło, ale z Tobą
- Poradzisz sobie, jak coś to przecież Ci pomogę - uśmiechnąłem się zachęcająco - No, zaczynaj - zaczęła, całkiem dobrze jej szło, jej palce delikatnie opadały na klawisze. Spojrzała na mnie,
nie mogłem się powstrzymać, musiałem ją pocałować. Musnąłem jej usta, odepchnęła mnie, chwilę później nie miała już jednak żadnych oporów i nie protestowała, gdy przyciągnąłem ją do siebie
i namiętnie pocałowałem. Kilka minut później znaleźliśmy się już w moim pokoju. Ściągnęła ze mnie koszulę, chwilę później pozbyła się swojej bluzki. Została w samej bieliźnie, wyglądała seksownie
a jednocześnie słodko, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wylądowaliśmy na podłodze. Rozpiąłem spodnie, ktoś wparował mi do pokoju
- Brack, co Ty tu do chuja robisz?
- O sorry, pomyliłam pokoje - odwróciła się, by wyjść - Dash?! A co Ty.. Ty z Axlem? Przegapiłam coś? Jakim cudem Wy.. a nieważne - powiedziała po chwili zastanowienia - Idę do Izziego. Dobranoc
- Dobranoc - odpowiedziałem podnosząc dziewczynę z podłogi, przysunąłem ją do siebie i zapytałem szepcząc - Na pewno tego chcesz? Wiesz, nie chciałbym Cię wykorzystać, czy zrobić czegoś wbrew
Twojej woli..
- O, naprawdę? To coś nowego.. Na pewno tego chcę - odpowiedziała zdecydowanie - Ale.. czy Ty tego chcesz? - uśmiechnęła się i przygryzając wargę spuściła wzrok w podłogę. Chwyciłem jej podbródek, uniosłem ku górze,
palcem przejechałem po jej ustach i ponownie pocałowałem. Przenieśliśmy się na łóżko. Oplatała moje biodra nogami. Powoli, ale stanowczo w nią wszedłem, zadrżała i jęknęła cicho.
Leżałem na łóżku, Dash spała obok. To, co się między nami wydarzyło było niesamowite, wiem, że to tylko seks, ale czułem się wyjątkowo. Nagle dostałem olśnienia. Wyjąłem
zeszyt i długopis z szuflady i zacząłem pisać. Ta mała naprawdę mnie inspiruje.. Ona i to wszystko, co niestety się ostatnio stało. We’ve been through this such a long time just tryin’ to kill the pain.. Na kartce pojawiały
się kolejne słowa, które składały się w kolejne zdania wyrażając moje emocje.. But lovers always come and lovers always go and no one’s really sure who’s lettin’ go today walking away..
Obudziłam się w pokoju Axla przytulona do niego. Spojrzałam na zegarek - ósma czterdzieści. Wstałam, założyłam bluzkę, spojrzałam na Rose’a, jego widok mnie rozczulił. Zeszłam
do kuchni, nalałam sobie mleka i usiadłam przy stole. Jakoś dziwnie mi z tym, że spałam z Rudym, może nie powinnam na to pozwolić? Z przemyśleń wyrwał mnie dzwonek i dzikie pukanie do drzwi. Pobiegłam je otworzyć
i uciszyć przybysza, żeby nie pobudził chłopaków.
- Cześć Dash!
- Mary? Co Ty tu robisz tak wcześnie? - “narzeczona” Stevena. To ciekawe.. dawno jej u nas nie było, nagle sobie przypomniała o Adlerze?
- Dopiero wróciłam z Kanady i od razu przyszłam zobaczyć się ze Stevenem
- Byłaś w Kanadzie?
- Tak. Steven mnie tam wysłał, żebym, sobie odpoczęła przed naszym ślubem. Prawda, że to kochany chłopiec?
- Taa.. ale Popcorn.. to znaczy Adler teraz śpi, więc.. sama rozumiesz, raczej go nie zobaczysz
- Trudno - westchnęła - powiesz mu, że byłam?
- Pewnie
- Dzięki
- Nie ma za co. Wpadnij później, na pewno się Steven ucieszy
- Ok. Będę po trzynastej
- Spoko. Zorganizuję jakiś obiad - zadowolona z faktu, iż załatwiłam Popcornowi romantyczną randkę, z której będzie “przeszczęśliwy” poszłam się przygotować do wyjścia po zakupy.
- Cześć wszystkim - Dash weszła do kuchni, odłożyła zakupy i nalała sobie soku
- Cześć - odpowiedzieliśmy chórem
- Hej.. - zaspana dziewczyna Stradlina weszła do kuchni, usiadła mu na kolanach i ułożyła głowę na jego ramieniu
- Cześć Brack.. co tam?
- Nic. Całą noc nie spałam - spojrzała wściekle na Dash i Axla posyłających sobie ukradkiem tajemne uśmieszki. Co Oni zmalowali?
- Dlaczego? - zapytałem
- Bo Dash i..- zaczął Izzy, McRivery zakryła mu usta
- Bo Axl zachowywał się głośno - oznajmiła Bracket
- Nie słyszałem..
- Bo jego pokój nie jest tuż za Twoją ścianą!
- A mogę wiedzieć, jak hałasował? - Saul uciekający przed Adlerem wpadł do kuchni
- Zapytaj Dash. Ona też cicho nie była
- Co Ty pieprzysz, Brack? Przecież byłam cicho!
- Właśnie, ja też
- Ta, szczególnie kiedy oboje doszliście..
- Izzy.. - Dash zmierzyła go wściekłym spojrzeniem
- Co?
- Gówno. Gdyby Brack nie wparowała do pokoju rudzielca, to oboje o niczym byście nie wiedzieli
- No wcale, przecież słyszałem
- Nie pierdol głupot, nic nie słyszałeś
- Ale o co chodzi? - zapytałem zdezorientowany. Po ostatnich romansach z Nightrainem mało kontaktowałem
- O nic takiego, tylko Dash przespała się z Rosem
- No i? Ale sensacja.. Jezu. Co Was obchodzi, z kim Dash chodzi do łóżka? - zdenerwowany Axl wyszedł z kuchni
- Mnie nie obchodzi
- Jasne Duff, jasne..
- Oj, no odpierdolcie się - poszedłem do salonu, zadowolony Rose biegł do kuchni wymachując jakąś kartką
- Zobacz Dash, dopisałem kilka linijek
- Pokaż - uśmiechnęła się i wzięła kartkę od dumnego wokalisty - Kiedy to napisałeś?
- W nocy.. wiesz, inspirujesz mnie
- Cieszę się. Ej, Steven! Mary dzisiaj przychodzi na obiad
- Co?! - Adler nagle zatrzymał się tuż za kanapą, Saul biegnący za perkusistą wpadł na niego i razem przelatując przez kanapę znaleźli się po jej drugiej stronie, cudem nie przypierdzieląjac w stół.
Zadowolona dziewczyna zajęła miejsce na podłodze obok roześmianego Hudsona - Slash, chuju niedojebany, chciałeś, żebym sobie kark skręcił?! - złapał głowę szukając ewentualnych uszkodzeń
- Przepraszam
- Pokaż się - Dash obejrzała obolałego perkusistę - Nic Ci nie będzie - zmierzwiła jego blond czuprynę i szturchnęła duszącego się ze śmiechu Slasha
- Do wesela.. się zagoi Stevenku
- Zamknij mordę przygłupie, bo Ci w nocy niechcący loczki podpalę!
- Już się boję
- I słusznie ! - Adler wstał z podłogi, Saul wykrzykując dziko zaczął uciekać
- Steven, tylko się ładnie ubierz na ten obiad
- Ja Cię Dash zabiję! Tylko poczekaj, bo Hudson jest pierwszy w kolejce
- Chyba trzeba kupić jakąś wódkę, czy coś jak Mary ma przyjść - rytmiczny szukał fajek.. w mojej kurtce
- Jak to trzeba? To w domu już nic nie ma?
- Nie
- To niezła impreza musiała tu być, kiedy mnie nie było
- Niestety, nie było żadnej imprezy
- To kto to wszystko wypił? - Axl, Izzy i Brack bez słowa na mnie spojrzeli, Dash zaraz do nich dołączyła - Duff, zwariowałeś?
- Ja..
- Dash, możemy pogadać? - cała czwórka wyszła z Hellhouse. Mam złe przeczucia, oby Dash się tylko nie dowiedziała o dragach, przecież Ona przestanie się do mnie odzywać.
- Axl i Izzy mówili, że ostatnio ćpałeś.. Duff, znowu?
- Nie ćpałem
- Jasne.. - chwyciła moją rękę, by zobaczyć, czy mam ślady po kłuciach. Na szczęście sprawdziła tą, na której ich nie było
- Ej, nic nie ćpałem. Żadnej pieprzonej heroiny! Dash - podszedłem bliżej i zapytałem spokojnie - Nie ufasz mi?
- Ufam, ale się martwię
- Nie masz powodów
- Może z heroiną nie miałeś ostatnio nic wspólnego ale.. Duff, brałeś coś innego?
- Nie! Dash, o co Ci chodzi? NIC NIE BRAŁEM, rozumiesz? Nic.. jestem czysty - dziewczyna otworzyła usta, by coś powiedzieć, przerwałem jej natychmiast - Daj mi już spokój! I lepiej sprawdź może,
czy JAMES czegoś przypadkiem nie brał - pobiegła na górę. Nie wiem czemu wyskoczyłem z tym Jamesem. Jestem totalnym chujem, pierdolonym ćpunem i do tego chyba też alkoholikiem. Nie dość, że ją okłamałem, to jeszcze na nią nawrzeszczałem, zupełnie
bez powodu. Przecież Ona chce mi tylko pomóc, martwi się a ja tak na nią naskoczyłem. Chyba muszę skończyć z chlaniem i ćpaniem, bo robię się agresywny. - Gdzie idziesz? - Dash zbiegła ze schodów
szeroko mnie omijając
- Jeżeli naprawdę Cię to interesuje, to do Jamesa
- Dash, przepraszam
- Daruj sobie - wyszła trzaskając drzwiami. Idiota ze mnie, mogłem powiedzieć prawdę, może by się do mnie nie odzywała przez jakiś czas, ale nie poszłaby do Jamesa.
Stałam pod chatą Metalliki, nie wiedząc właściwie, w jakim celu tu przyszłam. Po dłuższym namyśle mając cichą nadzieję, że nikogo nie ma, nieśmiało zapukałam do drzwi. Usłyszałam "Już
idę" i za chwilę ujrzałam Hetfielda stojącego przede mną w samych spodniach.
- Cześć Dash. A ja już myślałem, że nic miłego mnie dzisiaj nie spotka..- przez chwilę wgapiałam się w jego umięśnione ciało, uśmiechając się do siebie
- Yyy cześć James.. nie przeszkadzam?
- Ty? Nigdy! Właź - weszłam do środka, usiadłam na kanapie, w TV leciał jakiś program kulinarny. Czyżby Hetfield uczył się gotować? Chłopak podał mi szklankę soku pomarańczowego i długo
się we mnie wpatrywał
- Co? - zapytałam lekko speszona
- Nic. Cieszę się, że Cię widzę
- Sam jesteś?
- Tak. Kirk pokłócił się z Larsem, obrazili się na mnie, bo próbowałem ich pogodzić i razem poszli na piwo.. a co u Ciebie? - szybko zmienił temat - Dlaczego tak długo się nie odzywałaś?
- A długa historia..
- Nie szkodzi, posłucham - spojrzałam na niego niepewnie i zaczęłam opowiadać. To dziwne, dopiero teraz, po wszystkim zaczęło do mnie docierać, co się stało - Co za chuj! Sama uciekłaś, czy Gunsi
Cię znaleźli?
- Sama.. Oni mnie chyba nawet nie szukali
- A może.. nie zrozum mnie źle, ale może zamieszkasz z nami, co? W Hellhouse spotykają Cię ostatnio przykre rzeczy a tutaj będziesz bezpieczna
- Ty żartujesz, czy mówisz poważnie?
- Jak najbardziej poważnie, Dash. Pomyśl nad tym
- Ok, dzięki. Wiesz ja.. ja się muszę już zbierać James. Będziemy mieli gościa, więc muszę zrobić jakiś obiad i ogarnąć chatę.. właśnie, a może przyjdziesz na obiad?
- Chętnie.. jeśli to nie będzie kłopot
- Nie będzie
- To o której mam się zjawić? - zapytał szczerząc się
- Bądź na trzynastą
- Ok. Mam coś przynieść?
- Nie, ale możesz wziąć chłopaków, jeśli wrócą
- Oczywiście
- To.. pa - pocałowałam go w policzek
- Do zobaczenia.
- Dash! - usłyszałam za sobą znajomy głos
- O, hej Seba. Do nas idziesz?
-Tak
- Fajnie, pomożesz mi z obiadem
- Chętnie pomogę Ci zjeść
- Ugotować
- Zjeść
- Sebastian, najpierw trzeba obiad zrobić
- To w czym ja Ci mam pomóc? - zapytał zaskoczony
- W gotowaniu
- Wiesz co, chyba zostawiłem włączone żelazko, cześć! - odwrócił się chcąc wymigać od pomocy przy obiedzie, złapałam go za koszulkę
- Stój. Żartowałam przecież
- Uff.. to pomogę Ci zjeść, tak?
- Jasne.. jeść to każdy chce, ale robić, nie ma komu
- Oj tam. Ale czekaj.. jakieś święto dzisiaj? Ktoś ma urodziny? Pogrzeb?
- Nie, dlaczego?
- Bo.. obiad
- U nas się je obiady bez okazji. Ale rzeczywiście.. dzisiaj jest okazja. Załatwiłam Stevenowi randkę
- Z Mary?
- Skąd wiesz?
- Byłem w kiosku. Wiesz jak Ona się cieszyła?
- Wyobrażam sobie - szliśmy do Hellhouse, po drodze zahaczyliśmy jeszcze o sklep i zgarnęliśmy Bracket wracającą z kiosku. Izzy wysłał ją po fajki, a to była dobra okazja, by potwierdzić przybycie
Mary na obiad.
- Chłopaki, mam pomysł - wszedłem do pokoju Izziego - Wiem jak pozbyć się mojej przyszłej żony
- No, to mów - Duff szczerząc zęby spojrzał na Stradlina
- Muszę sobie znaleźć dziewczynę
- I jak chcesz to zrobić w ciągu kilku godzin?
- Czemu kilku?
- Przecież Mary przychodzi do nas na obiad, zapomniałeś?
- A no przecież!
- No to chyba masz problem, stary.
- Niekoniecznie - gitarzyści patrzyli na mnie podejrzliwie - Dash albo Brack.. któraś z nich będzie udawała moją dziewczynę
- Na pewno nie Brack! - wrzasnął oburzony Izzy
- A dlaczego?
- Bo po pierwsze to moja dziewczyna (!) i nie chcę, by udawała laskę Adlera, a po drugie.. przecież Mary widziała, jak Bracket się ze mną całuje..
- No w sumie racja. No to panna McRivery
- Nie! Ona i tak się już ostatnio nacierpiała.. gdyby miała jeszcze udawać Twoją dziewczynę.. przecież to zniszczyłoby jej zdrowie psychiczne!
- Duff, co Ty pieprzysz? Ja nie jestem aż taki straszny
- No właśnie, Adler nie jest aż taki straszny, Dash może mu pomóc
- A może niech Brack się tym zajmie,co?
- McKagan, kurwa głuchy jesteś? Powiedziałem chyba wyraźnie, że nie chcę, żeby Brack udawała jego dziewczynę
- A może ja nie chcę, żeby Dash..
- Ale Ty nie masz nic do gadania
- A Ty niby masz - basista odparł obojętnie
- Mam, bo z nią jestem. A Ty nie jesteś z Dash, więc nie podejmuj za nią decyzji
- Cześć chłopaki - dziewczyny i Bach wbiegli do pokoju
- O i są same zainteresowane
- Co jest? - Bracket położyła się na łóżku obok Srtadlina, Dash tradycyjnie usiadła na podłodze, jak najdalej od McKagana
- Mam pewien pomysł
- W sensie..?
- W sensie.. no, że wiem, jak pozbyć się Mary!
- Jezu Adler.. nie mów mi kurwa, że chcesz ją zabić - Dash zaśmiała się sarkastycznie
- Nie.. ale lepiej! - zacząłem opowiadać o moim pomyśle. Dziewczynom się podobał, gitarzyści natomiast byli nieugięci i nie zmienili zdania, a Sebastian.. cóż, Sebastian stwierdził, że gdybym
mu zapłacił, to On dałby się pomalować, ubrać w sukienkę i przez tydzień mógłby udawać moją dziewczynę. Ale raczej nie skorzystam z jego propozycji (choć jest bardzo kusząca) wolę nie ryzykować.
________________________________________
Chyba nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału.. ale nieważne, przecież to Wy go ocenicie. :)
Wiem, że niektórzy z Was liczą na coś między Duffem a Dash (ja również :p ) ale na to trzeba chyba jeszcze trochę poczekać. A na razie w tym rozdziale pojawił się mały epizodzik pt. McRivery-Rose.
Dziękuję za komentarze i wejścia! Miłego czytania :]
Dash.